Jak urodzić, żeby mnie przy tym nie było

Jak urodzić, żeby mnie przy tym nie było

Od jakiegoś czasu zajmuję się przygotowywaniem kobiet do porodu. Dlaczego przygotowanie uważam za tak istotne? Dlaczego sądzę, że podejście do tego tematu pt. „jakoś to będzie” jest błędne?

Może zacznę od początku. Gdy byłam w pierwszej ciąży tak bardzo obawiałam się samego porodu, że próbowałam się od niego wymigać! Serio! Miałam nawet taki dyżurny tekst „jak urodzić, żeby mnie przy tym nie było”. I chociaż było to bardzo naiwne, to i tak miałam nadzieję, że uda się to jakoś tak załatwić, żebym nie musiała być przy tym obecna. Cesarskie cięcie na życzenie było jedną z opcji, którą rozważałam. Z czego wynikał mój strach? Przede wszystkim z niewiedzy. Przecież boimy się tego, co nieznane. Czy ktoś, kto jeszcze nie rodził, jest w stanie sobie wyobrazić, co to naprawdę jest poród? Raczej nie. A mnie się właśnie wydawało, że wiem, bo przecież ciągle słyszałam różne historie porodowe. Czy któraś z tych opowieści była pozytywna? No pewnie, że nie! Dlaczego tak jest, że nasze mamy, babcie, ciocie mają ze swoich porodów takie niemiłe wspomnienia? Po pierwsze dlatego, że rodziły w czasach, kiedy nie było standardów opieki okołoporodowej, a szacunek dla rodzącej był towarem raczej deficytowym.

Kiedyś nie było szkół rodzenia… 

Po drugie, przytoczę tu jeden z tekstów, które ciągle słyszę: „kiedyś nie było szkół rodzenia i kobiety jakoś rodziły”. No właśnie. Jakoś. Nie były świadome, co je czeka, jak to wygląda, czego się mogą spodziewać i co zrobić, żeby ten poród był lżejszy i przebiegał sprawniej. Nie wiedziały, że mogą wymagać szacunku do siebie i głośno go egzekwować. Na jakość porodu też w wielkim stopniu wpływało to, że rodziły same, bez osoby towarzyszącej, która zapewniłabym im pomoc, a także wsparcie, poczucie bezpieczeństwa i dzięki której łatwiej byłoby im uwierzyć we własne możliwości. Czy znały pozycje wertykalne? Nie. Czy wiedziały coś na temat naturalnych metod łagodzenia bólu? Nie. Czy miały świadomość, że na sali porodowej mogą zadbać o własny komfort, co pomoże im się rozluźnić? Nie. O znieczuleniu zewnątrzoponowym nawet nie wspomnę. Te wszystkie kwestie, które tu przytoczyłam, (a pewnie można by było wspomnieć o wielu innych) wpływały na to, że ten poród, nie był pięknym wydarzeniem, podczas którego rodziła się nowa rodzina, a okropną fizjologią, z której wspomnienia zostawały na całe życie. A historie z takich porodów budzą strach, a nawet panikę u przyszłych mam.

Jak to zmienić?

Co się stało, że zrezygnowałam z pomysłu na „załatwienie” cc? Przede wszystkim zdobyłam wiedzę na temat porodu. Poczytałam dużo na ten temat, zapisałam się do szkoły rodzenia. Ale przede wszystkim pogadałam z super babką, mamą trojga dzieci, pracującą w Fundacji Rodzić po Ludzku. Ona miała zupełnie inne podejście do porodu naturalnego, niż osoby, z którymi do tego pory rozmawiałam! Tylko tyle (i aż tyle) potrzebowałam, aby podjąć tę trudną dla mnie decyzję. Uwierzyłam w siebie, w moje możliwości, w moją kobiecość. Pomyślałam sobie: tak, dam radę! Dalej się boję, ale wiem, co mam robić, żeby w drodze na porodówkę stwierdzić, że zrobiłam wszystko, co mogłam, aby mój poród odbył się świadomie i sprawnie.

Dlaczego lubię przygotowywać kobiety do porodu?

Bo patrząc na dziewczyny, które do mnie przychodzą i widząc w ich oczach niepewność i strach, myślę sobie zawsze: chcę Cię przygotować do tych najważniejszych chwil przekazując Ci nie tylko fachową wiedzę, ale także chcę Ci pomóc uwierzyć we własne możliwości. Chcę żebyś wyszła ode mnie świadoma, pewna siebie i silna, a przede wszystkim – nieprzestraszona. Lubię podejmować to wyzwanie i czuć satysfakcję z tego, że udało mi się kogoś pozytywnie nastawić do tematu porodu naturalnego. Lubię też po jakimś czasie od naszych spotkań dostawać zdjęcia z porodówki. Wtedy wiem, że ta praca ma sens.

Dziewczyny, poród może być wspaniałym i świadomym wydarzeniem. Przygotujcie się do niego i mocno zaakcentujcie swoją obecność na sali porodowej! Będę pisać o tym więcej 🙂